Ponad dwa miesiące temu rozpoczęły się studia - łatwo nie będzie, już teraz to oboje wiemy. W większość weekendów mamy zjazdy, pozostałe staramy się wykorzystać jak najlepiej. Jak to u nas - nie ma miejsca na lenistwo. Trochę przytłacza nas praca, szczególnie Maćka... mamy plany, aby wkrótce znaleźć pracę w Bielsku i tam zamieszkać - oby wypaliło, bo oboje nie wiemy jak długo uda nam się tak jeszcze pociągnąć. Są tygodnie, gdy mamy dla siebie raptem kilkanaście minut dziennie, na uczelni nie mamy czasu nawet ze sobą porozmawiać, więc jak tylko możemy urywamy się z zajęć.
Przez ostatni miesiąc wiele się działo dobrego i złego... chociaż jak to mówią co nas nie zabije to nas wzmocni.
Byliśmy dwa razy w Cieszynie - raz w sobotę wieczorem po zajęciach na spacerze i raz na cały dzień w niedzielę. Zwiedziliśmy też Cesky Tesin, kupiliśmy nasze ulubione słodycze i zjedliśmy chyba najgorszą pizzę pod słońcem (dobrze, że znamy też pizzerię, która robi najlepszą pizzę więc następnego dnia pięknie to sobie rekompensowaliśmy).
Przy wzgórzu zamkowym w Cieszynie stoi świetny rower, co naszej (miłośników 2 kółek) uwadze nie mogło umknąć :)
W przyszły weekend standardowo uczelnia, kolejne kolosy.. w niedzielę chyba zrobimy sobie wagary i wybierzemy się w góry. Ileż można, dobre kilka miesięcy nie było nas na szlaku...
Po 20 listopada mieliśmy wyrwać się na kilka dni do Zwardonia, ale Maćka szef tyran kategorycznie odmówił mu urlopu... więc wilczek chyba będzie musiał poczekać na nas do wiosny :(
Całe szczęście jutro wolny od pracy dzień, który w całości pięknie sobie zaplanowaliśmy.. ale o tym kiedy indziej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz