czwartek, 17 listopada 2011

Długi weekend...

     Długi weekend nie był dla nas wolnym weekendem, jedynie piątek mogliśmy spędzić tak jak sobie zaplanowaliśmy... umówiliśmy się rano z Maćka kolegami na rajd w Żorach. Wszystko byłoby ok, gdyby nie straszna zimnica i dosyć kiepska organizacja rajdu (był to amatorski rajd, często czas między przejazdem poszczególnych załóg był strasznie długi). Poniżej zdjęcie naszych zmarzniętych ryjków zrobione w oczekiwaniu na kolejny przejazd.


Pooglądaliśmy mniej lub bardziej ciekawe przejazdy (np. BMW z misiem za maską które w/g mnie jechało najlepiej) i ok 14ej koledzy odwieźli nas na PKP skąd mieliśmy pociąg do Rybnika. Dwa dni wcześniej kupiliśmy sobie bilety do kina na film Wyjazd Integracyjny i w tym celu właśnie jechaliśmy do tego miasta. Film nawet śmieszny, w sam raz żeby obejrzeć, spędzić miło czas i za kilka dni o nim zapomnieć. W każdym razie dzień był bardzo miły :)
     W sobotę standardowo mieliśmy zajęcia, byliśmy tylko na dwóch laboratoriach z ekotoksykologi, zrobiliśmy dwa doświadczenia, napisaliśmy dwa kolokwia i wybraliśmy się na zakupy do SCC (tzn. urwaliśmy się z dwóch nudnych wykładów prowadzonych po angielsku, żeby jechać na zakupy).
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Auchan po ciasto i tarty z owocami, skonsumowaliśmy je w domu przy herbacie i po krótkim spacerze nie mogliśmy sobie standardowo odmówić naszej ulubionej pizzy.
     W niedzielę natomiast mieliśmy nie jechać do szkoły, ale przypomniało się nam że na jednym wykładzie jest sprawdzana obecność. Około południa wsiedliśmy w autobus do Katowic, posiedzieliśmy godzinę na wykładzie (żeby mieć zaliczoną obecność) i poszliśmy na tramwaj do Chorzowa. Czemu do Chorzowa? No właśnie... Maciek już od dawna chciał odwiedzić planetarium, więc to była dobra okazja żeby obejrzeć seans, napić się gorącej czekolady i wrócić do domu. Gdyby nie szkoła ten weekend byłby pewnie jeszcze ciekawszy, ale mimo wszystko bawiliśmy się świetnie.
     We wtorek poszliśmy natomiast do naszego kina w Jastrzębiu na Listy do M. film nam obojgu podobał się bardziej niż Wyjazd Integracyjny i stwierdziliśmy, że jest to dobry film żeby obejrzeć go tak ze 2-3 dni przed świętami...
     Przyszły weekend mamy wolny od szkoły i gdy tylko Maciek nie będzie musiał iść do pracy w sobotę wybierzemy się na rajd Barbórki, ale konkretne plany będą dopiero jutro.

czwartek, 10 listopada 2011

A życie płynie...

Ponad dwa miesiące temu rozpoczęły się studia - łatwo nie będzie, już teraz to oboje wiemy. W większość weekendów mamy zjazdy, pozostałe staramy się wykorzystać jak najlepiej. Jak to u nas - nie ma miejsca na lenistwo. Trochę przytłacza nas praca, szczególnie Maćka... mamy plany, aby wkrótce znaleźć pracę w Bielsku i tam zamieszkać - oby wypaliło, bo oboje nie wiemy jak długo uda nam się tak jeszcze pociągnąć. Są tygodnie, gdy mamy dla siebie raptem kilkanaście minut dziennie, na uczelni nie mamy czasu nawet ze sobą porozmawiać, więc jak tylko możemy urywamy się z zajęć. 
Przez ostatni miesiąc wiele się działo dobrego i złego... chociaż jak to mówią co nas nie zabije to nas wzmocni.
Byliśmy dwa razy w Cieszynie - raz w sobotę wieczorem po zajęciach na spacerze i raz na cały dzień w niedzielę. Zwiedziliśmy też Cesky Tesin, kupiliśmy nasze ulubione słodycze i zjedliśmy chyba najgorszą pizzę pod słońcem (dobrze, że znamy też pizzerię, która robi najlepszą pizzę więc następnego dnia pięknie to sobie rekompensowaliśmy).
Przy wzgórzu zamkowym w Cieszynie stoi świetny rower, co naszej (miłośników 2 kółek) uwadze nie mogło umknąć :)


W przyszły weekend standardowo uczelnia, kolejne kolosy.. w niedzielę chyba zrobimy sobie wagary i wybierzemy się w góry. Ileż można, dobre kilka miesięcy nie było nas na szlaku...
Po 20 listopada mieliśmy wyrwać się na kilka dni do Zwardonia, ale Maćka szef tyran kategorycznie odmówił mu urlopu... więc wilczek chyba będzie musiał poczekać na nas do wiosny :(
Całe szczęście jutro wolny od pracy dzień, który w całości pięknie sobie zaplanowaliśmy.. ale o tym kiedy indziej :)